Kiedy Tata wygrywa z Mamą – czyli 10 filmów specjalnie na Dzień Ojca

Kiedy Tata wygrywa z Mamą – czyli 10 filmów specjalnie na Dzień Ojca

23 czerwca. Nie świętujemy tego dnia jak 26 maja. W sklepach nie ustawiają się kolejki po parę skarpet, czy krawat, jak to bywa w kwiaciarniach na Dzień Matki. A szkoda. Może czas bardziej docenić naszych Tatusiów? Każda okazja jest dobra! To święto zainspirowało mnie, by wyszukać kilka ciekawych tytułów, w których to właśnie Ojcowie grają pierwsze skrzypce. Możecie je na ten przykład obejrzeć razem z Tatą w ten wyjątkowy dzień. Albo po. Przed też można. Zapraszam!
 

1. Sprawa Kramerów (1979)

PIRACI Z KARAIBÓW. Zemsta Salazara – powrót duchów z przeszłości

PIRACI Z KARAIBÓW. Zemsta Salazara – powrót duchów z przeszłości


Szczerze mówiąc, początkowo wcale nie miałam zamiaru pójść na najnowszych „Piratów…”. Wprawdzie lubiłam pierwsze 3 części, ale nie oszukujmy się – byłam wtedy nastolatką i moje wyobrażenie o dobrym filmie mocno się od tego czasu zmieniło. Wszak „Klątwa Czarnej Perły” miała premierę już prawie 15 lat temu! Seans „Na nieznanych wodach” sobie odpuściłam, po przeczytaniu, że na udział w produkcji nie zgodzili się Orlando Bloom i Keira Knightley. Pomyślałam wtedy, że na piracką łajbę szybko nie wrócę.
Kochać, jak to łatwo powiedzieć - czyli 10 filmów o miłości, przez którą ludzie płaczą

Kochać, jak to łatwo powiedzieć - czyli 10 filmów o miłości, przez którą ludzie płaczą


Czy w dzisiejszych czasach nie robi się już dobrych miłosnych melodramatów? W moim zestawianiu większość pozycji ma po kilkanaście lat! Szkoda - mam nadzieję, że moda na takie filmy jeszcze wróci. Ciekawa jestem jacy są Wasi ulubieńcy z tego gatunku. Titanic? Pearl Harbor? Mam nadzieję, że coś fajnego mi polecicie! A tymczasem zapoznajcie się z moimi typami.
Szybcy i wściekli 8 – Fenomen ryku silnika i prężonego muskuła

Szybcy i wściekli 8 – Fenomen ryku silnika i prężonego muskuła



Niespotykane, że film może poszczycić się w tytule cyfrą osiem. Najczęściej kończy się na trylogii. Bywa, że są wyjątki i seria ma więcej części - jak choćby Harry Potter. Ale tym razem mamy do czynienia ze swego rodzaju fenomenem, który wcale nie ma zamiaru na ósemce się skończyć. Twórcy ostrzegają, że dobiją do dziesiątki. Trudno się im dziwić skoro tylko najnowszy obraz zarobił już ponad MILIARD dolarów. Przecież nikt nie będzie za szybko uśmiercać kury, która znosi tak dorodne złote jajka. Nawet jeśli jeden z głównych aktorów sam poniósł tragiczną śmierć i nie będzie mógł uczestniczyć w kolejnych odsłonach.

Manchester by the Sea - Czarny humor i wzburzone morze

Manchester by the Sea - Czarny humor i wzburzone morze



Kiedy przydarza nam się coś złego to czy życie zwraca na to uwagę? W sensie - czy sprawi, że świat się zatrzyma albo przynajmniej trochę dla nas zwolni, bo przecież przechodzimy tragedię? Nic podobnego. Ludzie dookoła nas nadal będą gadać o głupotach, a złośliwość rzeczy martwych będzie niezmiennie dawać się we znaki. Nasz koniec świata przeżyjemy tylko w swoim wnętrzu, bo na zewnątrz wciąż niestrudzenie wzejdzie słońce.

Lee (Casey Affleck) jest zmuszony wrócić do rodzinnego miasta po śmierci swojego brata. Czekają tam na niego i stare i nowe problemy, z którymi przyjdzie mu się zmierzyć po raz kolejny lub po raz pierwszy. W tej walce towarzyszyć mu będzie bratanek - Patrick (Lucas Hedges), który sam też musi stawić czoła straszliwej rzeczywistości. Ich relacja może okazać się dla obydwu lekarstwem na pokaleczone dusze. Tylko czy wystarczającym, by całkowicie zabliźnić rany?

Ghost in the shell - Za mało ducha w duchu

Ghost in the shell - Za mało ducha w duchu


Amerykański remake anime z 1995 roku już od początku wzbudzał wiele kontrowersji. Szczególnie było to widoczne u wiernych fanów pierwowzoru. Głosy sprzeciwu pojawiały się w sprawie obsadzenia Scarlett Johansson w głównej roli, ale wiele obaw dotyczyło także spłycenia przedstawionej historii i przesłania, które miała za sobą nieść. I tak, dla jednych ten film to sentymentalna podróż do przeszłości, a dla drugich zbezczeszczenie niepowtarzalnego dzieła. Jednak szczerze mówiąc, w przeciętnym zjadaczu popcornu ta pozycja nie wzbudzi większych emocji i szybko wypadnie mu z głowy. Tak też się stało i w moim przypadku.


Opowieść o Major, która jest niezwykłym połączeniem ludzkiego mózgu i ciała cyborga, rozgrywa się w niedalekiej przyszłości. Obserwujemy walkę dziewczyny o własną tożsamość i poszukiwanie prawdy o sobie. Niestety wieje przy tym nudą i do połowy seansu tak naprawdę mało ciekawego się dzieje. W produkcji przeważają drętwe dialogi, w które nijak da się uwierzyć. Historia przedstawiona w amerykańskiej wersji czerpie garściami z poprzedników (mangi i anime), jednak opowiada ją w sposób typowo hollywoodzki. Roi się tu od schematów, bohaterowie są ledwo naszkicowani, a sama fabuła jest dość przewidywalna.  
Piękna i Bestia - Ładna ona, brzydki on, a taka piękna miłość

Piękna i Bestia - Ładna ona, brzydki on, a taka piękna miłość



Nie od dziś wiadomo, że bajki Disneya są super, a jak ktoś myśli inaczej to musi mieć serce z kamienia. Mają wszystko co potrzebne naszym pociechom do szczęścia (a często także i nam) - uczą, bawią i wzruszają. No i są przepięknie zrobione! Któż z nas, będąc dzieckiem, nie chciał przenieść się w jeden z tych magicznych światów? Nic więc dziwnego, że producenci wyczuli okazję do zarobienia kolejnych grubych milionów nie musząc się specjalnie silić na żaden nowy pomysł.


Może wstyd się przyznać, ale nigdy nie widziałam oryginalnej wersji „Beauty and the Beast” z 1991 roku (po prostu jestem za młoda!). Tym bardziej drzemała we mnie chęć zapoznania się z tą historią i poczłapania do kina. Promocyjna machina nowej wersji była imponująca i o filmie mogliśmy usłyszeć jeszcze na długo przed jego premierą. Przekonać widzów miała przede wszystkim obsada z Emmą Watson na czele. U jej boku wystąpili też znani i lubiani aktorzy m.in. Ewan McGregor, Ian McKellen i boska Emma Thompson. Moje serce skradł jednak czarny charakter Gaston odgrywany przez Luke'a Evansa. Wyśmienity w swej roli aktor zdecydowanie potrafił być zapatrzonym w siebie pyszałkiem! Dużym plusem był też jego "przyjaciel-towarzysz" - LeFou. Uśmiałam się!
Copyright © 2014 Filmowe migawki , Blogger